Piotr Rak – wspomnienie

Za zgodą Piotra Cholewy zamieszczamy poniżej jego prywatne wspomnienie o Piotrze Raku. Zamieszczone zdjęcia są autorstwa Michała Dagajewa.

2 listopada zmarł nagle Piotr „Raku” Rak, mój przyjaciel od 42 lat. Prawdę mówiąc, jeszcze dzisiaj trudno mi w to uwierzyć.

Był młodszy ode mnie, w pełni sił, w dobrej formie – choć miał za sobą kilka ciężkich dolegliwości. Poznaliśmy się w klubie zaraz po założeniu, w 1981 r. Jak to często wspominaliśmy, rok później pojechaliśmy na pierwszy konwent i pierwszy raz mieszkaliśmy razem w pokoju, co stało się swego rodzaju tradycją, którą zachowaliśmy do końca – ostatni raz mieszkaliśmy razem na Bachanaliach w Zielonej Górze, we wrześniu tego roku. Mieliśmy to powtórzyć na tegorocznym Nordconie.

Razem jeździliśmy na konwenty i pisaliśmy z nich sprawozdania. Pracowaliśmy przy remoncie pierwszej siedziby klubu, przy organizacji imprez. Na jednym z pierwszych Bilconów zaatakowaliśmy nocą śnieżkami miejscowy pomnik Armii Radzieckiej (nadal tam stoi). Do spółki wygraliśmy wtedy konkurs wiedzy o czeskim fandomie i fantastyce; kiedy nie znaliśmy odpowiedzi, mówiliśmy „Standa Komarek” – Standa był wtedy aktywnym działaczem. Na Parconie w Ostrawie byliśmy ekipą roboczą (i nosiliśmy krzesła). Po Worldconie w Hadze wybraliśmy się we trójkę (Ela i my) na wycieczkę do Londynu (choć wtedy była to raczej wyprawa); robiąc Eli i mnie zdjęcia z promu na tle białych klifów Dover, Raku obciął nam głowy i potem przez jakiś czas nazywałem go „Robespierre”. Na Euroconie na Jersey dostaliśmy obaj nagrody Euroconu „Most Friendly Alien” (za ogólną pomoc na konwentach).

Wiele jest anegdot, wiele wydarzeń, przypadków, spotkań… Będę je pamiętał.

Przez długi czas wydawaliśmy klubowy biuletyn „Miesięcznik” (a przy okazji nieco satyryczną „Chwałę Imperium”, w odpowiednim czasie przemianowaną na „Sławę Demokracji”). Były czasy.

Raku bardziej się zaangażował w kontakty naszymi czeskimi przyjaciółmi z Ostrawy, stając się prawdziwym promotorem naszej fantastyki w Czechach i czeskiej w Polsce. Zresztą nie tylko fantastyki.

Mijały lata, wiele się działo w kraju i w życiu. Jak to zwykle bywa, spotykaliśmy się rzadziej, czas zajmowała praca i rodzina, dzieci… No ale dzieci dorastają i w końcu znów podjęliśmy wspólne wyprawy, choć może z mniejszą częstotliwością. Raku zainteresował się grami online i z nowym entuzjazmem demolował wrogie czołgi (okręty też). Rzadziej bywał w klubie, ale zawsze stanowił pewny punkt oparcia na wszystkich klubowych występach: pracowicie siedział na klubowych stoiskach, reklamując nasze wydawnictwa, imprezy i klub jako taki.

Nasz ostatni wspólny konwent – a żaden nas nie wiedział przecież, że to ostatni – to znowu Bilcon w październiku tego roku. Tym razem obaj pojechaliśmy bardziej rodzinnie, ale poza tym było jak dawniej: miejsce, koledzy…

I potem nagle koniec. Rano telefon, wiadomość nie do wiary… Pogrzeb…

Żegnaj, Raku. Dzięki, że byłeś. Będę pamiętał wszystko, bo nikt nie umiera całkiem, dopóki jego imię jest wspominane.

A nam tutaj pozostanie, jak napisał pewien autor, na pustym wzgórzu tylko milczenie elfów…

Piotr „PWC” Cholewa